Przez dłuższą chwilę oczami naszej wyobraźni mogliśmy doświadczyć przygody, która pachnie dżunglą, komarami wielkości helikopterów i opowieściami, które brzmią jak z filmu. Spotkanie zaczęło się niewinnie: wszedł na salę człowiek, który wyglądał, jakby dopiero co wyszedł z dżungli: opalony, z błyskiem w oku i uśmiechem kogoś, kto widział rzeczy, o których my wolimy nie myśleć przed snem. Usiadł, spojrzał na publiczność i powiedział: „Amazonia to miejsce, gdzie wszystko chce cię zjeść. A jeśli nie chce, to przynajmniej ugryźć.” I wtedy wiedzieliśmy, że będzie dobrze, że opowieść o dżungli, która żyje własnym życiem pochłonie nas całkowicie. Podróżnik opowiadał, że w Amazonii nic nie jest takie, jak się wydaje. Drzewo? Może być wężem. Gałąź? Może być innym wężem. A ten sympatyczny listek? Oczywiście, że to wąż. Podobno pierwsze trzy dni spędził na przepraszaniu roślin, na które nadepnął, bo nie był pewien, czy nie mają zębów. Najlepsza część przyszła, gdy zaczął opowiadać o krokodylach. Podobno pewnego wieczoru siedział nad rzeką, podziwiając zachód słońca, kiedy obok niego wynurzyła się głowa. Myślał, że to kolega z wyprawy. Kolega jednak nie miał tylu zębów. Krokodyl spojrzał na niego z miną mówiącą: „Człowieku, jesteś tu nowy, prawda?” Podróżnik twierdzi, że zachował zimną krew. Publiczność twierdzi, że raczej zbladł, jak kartka papieru. On sam mówi, że to było „taktyczne wycofanie się z gracją”, choć świadkowie nazywają to „ucieczką sprintem na rekord świata”. Potem przyszła kolej na inne zwierzęta Amazonii. Podróżnik opowiadał o papugach, które kradną jedzenie, małpach, które kradną wszystko inne, i o komarach, które — jak stwierdził — „powinny płacić czynsz, bo są większe niż niektóre ptaki”. Rozbawiła nas wzmianka o rybach z charakterem. W Amazonii — jak mówił — ryby nie są płochliwe. One mają osobowość. Jedne podgryzają, inne skaczą nad wodą jakby trenowały do cyrku, a jeszcze inne wyglądają tak groźnie, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle potrzebuje kąpieli. Nie mogło zabraknąć wzmianki o leniwcach, czyli mistrzach zen. Podróżnik opowiadał, że to jedyne stworzenia, które patrzą na człowieka z miną mówiącą: „Po co się tak spieszyć? I tak wszyscy kiedyś skończymy na drzewie.” Podobno jeden leniwiec tak wolno przechodził przez gałąź, że podróżnik zdążył zrobić zdjęcie, napić się wody i zastanowić nad sensem życia, zanim zwierzak przesunął się o centymetr.
Przyszedł czas na morał z wyprawy: Amazonia to miejsce, które uczy pokory. Bo kiedy stoisz w środku dżungli, mokry, zmęczony, pogryziony przez wszystko, co lata, pełza i skacze…i nagle widzisz zachód słońca nad rzeką, czujesz zapach lasu i słyszysz śpiew ptaków — to wiesz, że było warto. Słuchając opowieści o tej niezwykłej wyprawie, nikt nie miał co do tego wątpliwości.